Znasz to uczucie, kiedy dom wypełnia się zapachem goździków i pomarańczy, a dzieciaki zaczynają krążyć wokół choinki z tą charakterystyczną niecierpliwością w oczach? Grudzień to czas, w którym wszyscy szukamy sposobów, żeby te chwile były jeszcze bardziej wyjątkowe.
Prawdę mówiąc, nie trzeba wydawać fortuny na drogie gadżety, żeby sprawić dzieciom radość i frajdę. Czasem wystarczy pędzel, odrobina wody i… farbki do twarzy. Dziś opowiem Wam, jak świąteczny facepainting stał się u nas domową tradycją i dlaczego warto spróbować, nawet jeśli ostatni raz malowaliście coś w podstawówce.
To nie tylko farba, to bilet do innego świata
Wiem, co myślisz: „Malowanie twarzy? Przecież to tylko na festynach!”. Nic bardziej mylnego. Wyobraź sobie minę swojego dziecka, kiedy w lustrze zamiast siebie widzi pomocnika Świętego Mikołaja albo małego renifera z czerwonym nosem. To jest ta chwila, w której dzieje się prawdziwa magia.
Dla maluchów to nie są tylko kreski na policzku. To wejście w rolę. Nagle mały Rudolf zaczyna biegać po salonie, a Lodowa Księżniczka z powagą czaruje płatki śniegu. To też genialny sposób na to, żeby zająć dzieciaki, gdy dorośli chcą w spokoju dopić wigilijną kawę.
Co namalować, żeby się nie stresować?
Nie musisz od razu tworzyć hiperrealistycznych portretów. W facepaintingu mniej znaczy więcej, zwłaszcza gdy model wierci się na krześle.
Klasyczny Rudolf: Brązowe plamki na policzkach, białe kropki i ten słynny, czerwony nos. Jeśli masz pod ręką czerwony brokat – jesteś wygrana/wygrany. To hit, który zawsze wychodzi.
Mroźne wzory: Jeśli masz w domu fankę lub fana „Krainy Lodu”, postaw na błękit i biel. Kilka kresek przypominających gwiazdki przy oku i dużo sypkiego blasku. Sukces gwarantowany.
Czapka Mikołaja: To mój „patent na szybko”. Mała czerwona czapeczka namalowana tuż nad brwią. Wygląda uroczo i nie przeszkadza przy jedzeniu pierników.
Moja złota rada: nie psujmy sobie Świąt uczuleniem!
Słuchajcie, to ważne: nie kupujcie najtańszych farbek niewiadomego pochodzenia. Skóra dziecka jest jak papier ścierny dla chemii – chłonie wszystko. Wybierajcie bezpieczne farby wodne (np. Mehron czy Diamond FX). Dlaczego? Bo schodzą po jednym dotknięciu wilgotną szmatką. Nie ma nic gorszego niż szorowanie buzi płaczącego malucha w wigilijny wieczór.
I brokat! Tylko kosmetyczny. Ten zwykły, szkolny, ma ostre krawędzie i może podrażnić oko. Bezpieczeństwo przede wszystkim, żeby magia nie zamieniła się w kłopoty.
Zainspiruj się prostymi rysunkami, które tworzyłeś w przedszkolu i szkole.



